
WAKACJE NAD POLSKIM MORZEM
Morze było dla mnie kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką, miejscem
magicznym, o którym mogłam jedynie marzyć. Z ogromną zazdrością
patrzyłam na dzieci, które wyjeżdżały na kolonie nad morze. Bardzo
lubiłam chodzić nad Wisłę i patrząc na jej wody, rozmyślałam o tym,
że płyną do Bałtyku. Raz w roku, w noc Świętojańską spuszczałam na
jej wody upleciony z kwiatów wianek, ostrożnie, aby nie zgasić
płomyka zapalonej w wianku świeczki. Marzyłam, że dopłynie do morza.
Nic dziwnego, że gdy tam później jeździłam, cieszyłam się nim za
każdym razem i żadne trudy podróży, czy niepewność pogody mnie nie
zrażały. Tak się jednak składało, że na sześć czy siedem wyjazdów,
chyba tylko raz pogodę mieliśmy nieszczególną. W pozostałych latach
pogoda była piękna, słoneczna. Wprawdzie niezbyt można było cieszyć
się w pełni wodą morską – dla mnie Bałtyk był i jest zwykle za zimny,
jednak dzieciom najczęściej to nie przeszkadzało.
Cóż znaczy myśliwski żywot bez wspomnień, bez nuty żalu za minionym czasem, czy wydobycia z tkanki pamięci tego, co radość rodzi i nadzieję na powtórzenie wspaniałych chwil przeżytych w kniei przynosi. Tego, co budzi w sercach naszych uciechę i świadomość, że bohaterami tych zdarzeń jesteśmy my sami w królestwie swej nabytej lub odziedziczonej łowieckiej pasji. Będąc po raz pierwszy na tokach zostałem tak nimi zauroczony, że teraz co roku u schyłku zimy myślę i marzę by spotkać się z głuszcem po raz kolejny. Wiem, że najwspanialsze miejsce to bagna, mokradła i głęboki białoruski las i mimo dzielącego mnie dystansu (9 tys. km) obiecuję sobie, że w następną wiosnę to nastąpi. Strach, lęk z powodu braku kontaktu ze światem, zagadkowy teren to nicość w porównaniu z przeżyciami i emocjami jakie takim polowaniom towarzyszą.
TWIERDZA PRZEMYŚL
W
czasie kiedy fort wysadzano zapominiano o ich istnieniu. Znaleziono
w podziemiach zeszyt a w nim zapiski, które wyjaśniły zagadkę tej
dziwnej postaci. W zapiskach pisał on tak: Ja i sztabskapitan
Nowikow,dostaliśmy się do austriackiej niewoli. Zamknięto nas w
kazamatach fortu a potem rozległy się straszne pioruny, zatrzęsło
się całe podziemie.Byliśmy zgodni że stało się coś poważnego, długo
nie dochodziły do nas żadne odgłosy. Znaleźliśmy drzwi, które dały
się otworzyć. Błądząc po omacku natknęliśmy się na studnie oraz na
duże zapasy prowiantu, tytoniu, rumu, świece i zapałki. Chcieliśmy
się wydostać z tego pomieszczenia - bezskutecznie. Nasze narzędzia
zrobione z blachy po konserwach nie mogły sprostać betonowym ścianom.
Żyjemy tylko nadzieją. Opowiadamy historię ze swego życia, robimy
zawody w polowaniach na szczury, aż wreszcie znienawidziliśmy się.
Nowikow pije na umór. Powiada, że w grobie nie ma już żadnej nadziei,
czeka nas obłęd i śmierć głodowa. Blachą z puszek podcina sobie
gardło. Wynoszę go i zamykam w innym pomieszczeniu. Zostałem sam. Za
chwilę zgaśnie moja ostatnia świeca.